Sylwia Pokorska i bunt przeciwko Komendantowi

Ten artykuł pochodzi oryginalnie z czasopisma „Barwy Słońca” 134 WDHiGZ nr 09(31) z maja 2017 roku, wydanego z okazji 25-lecia hufca. Tekst został delikatnie przeredagowany, by zachować jego aktualność.

W hufcu Warszawa Centrum, najważniejsze są dla nas mocne środowiska i przyjaźń między kadrą. Nie zrozumiał tego aż do końca poprzednik Sylwii Pokorskiej ‐ Wiktor Jędrzejewski, trzeci z kolei komendant Hufca Warszawa Centrum.

Dołączył on do hufca w kilka lat po jego powstaniu. Od samego początku rozsiewał wokół siebie pozytywną energię i wykazywał się dużą pomysłowością.

Około 2001 roku ówczesny komendant Kuba Czarkowski zmienił pracę i został dyrektorem w liceum św. Augustyna. Nowe obowiązki okazały się dużym obciążeniem, Kuba więc zaczął się rozglądać za kimś, kto go zastąpi w hufcu. Widząc, że Wiktor jest chętny do działania, poparł go w kandydowaniu na specjalnie zwołanych wyborach.

Jednak jako komendant szybko pokazuje swoje drugie oblicze. Zaczyna się wykorzystywanie chwytów ze świata polityki w środowisku harcerskim. Oznacza to, że są „równi i równiejsi” – zdarza się, że nagradzani są Ci, których lubi Komendant, a niekoniecznie Ci, którzy na to zasłużyli. Brakuje przekazywania informacji kadrze, a jeśli już coś trafia do drużynowych, to tylko pojedyncze informacje i to tak, aby każdemu móc przekazać inną wersję.

W ciągu czterech lat jego kadencji część środowisk zaczęła jeździć na kolonie i obozy w Wilczorudzie. Szybko pojawiła się okazja do zaadoptowania tamtejszego budynku i przysposobienia go na stałą bazę harcerską. Wystarczyło wyłożyć środki i dodać dużo pracy. Jednak, gdy już znalazł się instruktor, chętny do tego zadania, Komendant, zamiast przekazać odpowiednią sumę, zażądał, aby w przypadku niepowodzenia, ten instruktor zapłacił za wszystko z własnej kieszeni. To zraziło do niego część komendy hufca.

Wiktor szybko zaczął zrażać do siebie nie tylko swoją komendę, lecz także instruktorów hufca. Nie trzeba było dużo czasu, żeby harcerze zorientowali się, że każdy słyszy od Komendanta co innego. Oburzona dotychczasowym zachowaniem Wiktora kadra spotkała się na końcówce instruktorskiej. Tam, nie tylko jako instruktorzy, ale przede wszystkim jako przedstawiciele środowisk, członkowie kadry postanawiają, że najwyższy czas odwołać Komendanta!

Wiadomo było, że potrzebna jest osoba, która go zastąpi. Ich wybór padł na młodą i lubianą Sylwię Lewińską (po ślubie Pokorską) ze szczepu 186.

Nie robiono z tego wielkiej tajemnicy i w końcu Komendant również się o tym dowiedział. Czując, że koniec jest nieunikniony, postanowił wyprzedzić ruch środowisk i sam podał, że rezygnuje z funkcji.

Wybory, które nastąpiły zaraz po tym były jedynie formalnością. Oprócz Sylwii, w skład nowej komendy weszli przedstawiciele różnych środowisk, żeby już więcej nie doszło do sytuacji, w której komenda działa przeciwko środowiskom. Bunt przeciwko Komendantowi i wybór Sylwii rozpoczęły długi, dziesięcioletni okres, w którym to Komendant był dla środowisk, a nie na odwrót!

Przygotowała:
pwd. Joanna Orluta
Drużynowa Poszukiwaczy
Zaginionego Szlaku