Kuba Czarkowski i odtworzenie 186

Ten artykuł pochodzi oryginalnie z czasopisma „Barwy Słońca” 134 WDHiGZ nr 09(31) z maja 2017 roku, wydanego z okazji 25-lecia hufca. Tekst został delikatnie przeredagowany, by zachować jego aktualność.

Na początku lat dziewięćdziesiątych, kilku chłopaków przyszło do Kuby z nietypową propozycją odtworzenia szczepu 186. Byli oni młodzi, pełni zapału i zaangażowania, o swoją sprawę starali się już od dwóch lat.

Kuba Czarkowski, bo o nim tu mowa, nie prowadził w tym czasie swojej jednostki. Oficjalnie miał przydział do szczepu 134, ale już kilka lat wcześniej postanowił usunąć się z funkcji drużynowego gromady i szczepowego ze względu na kiepską relację z komendantem ówczesnego hufca Śródmieście (a właściwie zawziętość komendanta na jego osobę). W momencie spotkania z młodymi chłopakami o wielkim zapale, był więc jedynym instruktorem z doświadczeniem w hufcu, który akurat nie miał stałych obowiązków i mógł zaangażować się w ten projekt.

Od początku dla wszystkich było jasne, że odtwarzają stare środowisko, a nie tworzą nowe. Pozostała stara nazwa – „Gniazdo” – która pociągnęła za sobą kolejne tradycje. Jednym z najważniejszych wyjazdów dla dawnych 186, w latach 70., była wyprawa na szlak orlich gniazd i stąd się wzięła nazwa szczepu.

Już po odtworzeniu środowiska, pierwsze zimowisko zostało zorganizowane w Krakowie, skąd harcerze udali się na ten sam szlak ‐ szlak orlich gniazd, gdzie przyznali po raz pierwszy nowe plakietki szczepu.

Zarówno znak szczepu, jak i jego bohater (Józef Bem) również oparli się zmianom. Co prawda, przez pewien czas zastanawiano się nad zmianą, zbyt jednak go lubili i postanowili przy nim zostać. Jedynym nowym, ale ważnym elementem, były barwy. Wcześniejsze „Gniazdo” było błękitne, nowe zaś – czarnoczerwone. Są różne teorie, dlaczego takie barwy wybrali, jednak najważniejsze jest to, że wnieśli do szczepu nowy, własny akcent, pośród wielu zachowanych tradycji.

Pozostałe nowe zwyczaje i obrzędy powstały na radach szczepu. Na pierwsze z nich przychodzili wszyscy: drużynowi, przyboczni, zastępowi, szeregowi… Dopiero konstytucja szczepu ograniczyła możliwość przychodzenia na rady i udzielania się w nich. Z racji autorytetu i przewodzenia odtwarzaniu szczepu, Kuba stanął na czele nowego „Gniazda”. To on prowadził kolejne rady szczepu, a pomiędzy nimi podejmował szybkie i potrzebne decyzje.

Ponosił również tego konsekwencje. Zarówno te przyjemne (pochwały), jak i przykre (nagany). Gdy po prawie dziesięciu latach działania, szczep zajmował dwie szkoły (przy ul. Lewartowskiego i ul. Emilii Plater), a każda z nich mieściła w sobie po kilka drużyn, które łącznie tworzyły szczep ponad stupiędziesięcioosobowy, ktoś musiał z tym coś zrobić. Ta liczba to było zdecydowanie za dużo dla jednego zucha czy harcerza. Ludzie przestali się znać, nie tworzyli już wspólnoty. Dlatego jako szczepowy i komendant hufca, Kuba podjął decyzję o podziale. W szkole przy ul. E. Plater powstał nowy szczep o numerze 138. Nie przetrwał on jednak długo, a ci instruktorzy i harcerze, którzy zostali w harcerstwie, powrócili do „Gniazda”, które do dziś działa w muranowskiej szkole przy ul.
Lewartowskiego.

Przygotowała:
phm. Gabriela Pawlak
Drużynowa Czarneckich