Marcin Maryl i reformy hufca

Ten artykuł pochodzi oryginalnie z czasopisma „Barwy Słońca” 134 WDHiGZ nr 09(31) z maja 2017 roku, wydanego z okazji 25-lecia hufca. Tekst został delikatnie przeredagowany, by zachować jego aktualność.

Marcin Maryl, gdy pełnił funkcję drużynowego, nie zaprzątał sobie zbytnio głowy hufcem. Poza lokalem, w którym można było zanocować z harcerzami i Komisją Stopni Instruktorskich, nie działo się wówczas wiele. Organizowano co prawda imprezy, jednak nie działało żadne namiestnictwo ani zespół programowy. W czasie, gdy w komendzie pracowały co najwyżej dwie osoby, w Centrum rosła liczba rzeczy, które trzeba było zreformować, żeby hufiec znów mógł zacząć działać.

Marcin zaczął od próby postawienia namiestnictwa, ale po kilku spotkaniach było wiadomo, że to nie to. Zaczął więc organizować warsztaty i kursy zastępowych. Zaczynając od „WuZetki” prowadził na przemian kursy otwarte dla ludzi z hufca i takie tylko dla swojej drużyny Czarneckich. Zwrócił w ten sposób uwagę Komedantki hufca, z którą wkrótce zaczął rozmawiać o zmianach i możliwości startu w wyborach. W tym czasie zastępowi z jego warsztatów stali się już kadrą drużyn i poparli go na zjeździe hufca. Marcin został zastępcą komendanta.

Pierwszą i najpilniejszą zmianą, jaką trzeba było wprowadzić była ściągalność składek. Ciężko dziś w to uwierzyć, ale było wtedy tak, że składki płaciło tylko 20% harcerzy. To tak, jakby płaciła tylko co piąta osoba z drużyny! Działo się tak głównie przez bałagan w papierach. Rozwiązaniem tego problemu było żmudne przejrzenie dokumentów i zrobienie aktualnej listy, w co Marcin zaangażował same środowiska (każde mogło samo decydować o swojej kadrze). Dzięki temu ściągalność składki osiągnęła poziom 90‐100%.

Kolejną rzeczą, która miała dawać władzę kadrze hufca był fundusz partycypacyjny. Pomysł Marcina polegał na tym, że instruktorzy, którzy mieli jakiś pomysł albo mieli ważną rzecz do kupienia, a brakowało im pieniędzy, przedstawiali projekty na odprawie i mogli dostać finansowanie. Decydowała o tym wspólnie kadra, więc nie było już sytuacji, w której komendant jednoosobowo mógł dawać lub zabierać pieniądze.

By wiedzieć jak kadra odbiera zmiany i jakich reform chce, Marcin przygotował kilka ankiet dla kadry. Dzięki temu drużynowi mogli wypowiedzieć swoje zdanie, a jeśli nagradzano to nie wedle tego, co uważa jedna osoba, tylko dzięki głosom z całego hufca.

A było za co chwalić, bo jedna reforma powodowała kolejne zmiany. W tym czasie ruszyła tradycja pisania listów dla kadry na Dzień Myśli Braterskiej (takich personalnych dyplomów‐nagród), którymi opiekowała się Ewa Czarkowska, a w hufcu (w końcu!) ruszył system elektronicznej ewidencji dzięki dużemu wysiłkowi Konrada Rokicińskiego.

Chwalono i wręczano dyplomy na odprawach za drobne i pożyteczne działania, podczas gdy za wkład w duże projekty Marcin opracował inne nagrody. Za całokształt pracy w hufcu otrzymywano drewnianą statuetkę z wizerunkiem Krzyża Harcerskiego, a za pracę na rzecz środowiska można było dostać nagrodę „Ad communitas maiorem gloriam” (co miało pokazywać prawdziwą siłę hufca ‐ nie duże imprezy, tylko silne jednostki). Sam Marcin też został nagrodzony przez Przewodniczącego ZHP. Przyznał mu on Brązowy Krzyż za zasługi dla ZHP w uznaniu wszystkich jego działań.

Przygotował:
Adam Włodarczyk
Patrolowy Koliberków